
Wilson Kipketer to postać, której fanom lekkoatletyki nie trzeba przedstawiać. Jego legendarny rekord świata na 800 metrów przetrwał na tablicach wyników przez niemal trzynaście długich lat. Jednak nie każdy wie, że w historii tego wybitnego sportowca ukryty jest wyraźny gdański ślad. To właśnie w Polsce trenował i mieszkał w studenckim akademiku, szlifując formę pod okiem polskiego szkoleniowca. Czas poznać tę niezwykłą opowieść.
Z perspektywy czasu sportowiec nie potrafi wskazać jednego, najważniejszego momentu w swoim życiu. Zamiast skupiać się na pojedynczych medalach, woli patrzeć na całą długą drogę, którą musiał pokonać. Wszystko zaczęło się dość niepozornie, gdy miał zaledwie piętnaście lat. Został wtedy wytypowany do reprezentowania swojej szkoły, co szybko otworzyło mu drzwi do młodzieżowej kadry Kenii.
To pozwoliło mu wziąć udział w juniorskich mistrzostwach świata w 1988 oraz 1990 roku. Był to zaledwie wstęp do niezwykłej, ponad dekadowej przygody z bieganiem, która pociągnęła za sobą między innymi przeprowadzkę do Danii oraz starty w igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata.
Ogromny wpływ na drugą część kariery tego utalentowanego średniodystansowca miał Sławomir Nowak. Szkoleniowiec ten przez lata był blisko związany z gdańską uczelnią sportową. Kipketer do dziś wspomina go jako człowieka o niesamowitej pasji, niezwykle inteligentnego, pewnego siebie i bardzo ambitnego.
Co sprawiło, że ten duet tak świetnie się dogadywał?
Łączyła ich identyczna pasja do sportu.
Wierzyli, że zawsze istnieje przestrzeń, by stawać się jeszcze lepszym.
Wspólnie budowali swój rozwój w oparciu o zaufanie, ogromną cierpliwość i żelazną konsekwencję.
Nowak był niezwykle mocno nastawiony na ciągłą rywalizację, ale przy tym pozostawał po prostu dobrym człowiekiem, co budowało doskonałą atmosferę do ciężkiej pracy.
Współpraca z polskim trenerem siłą rzeczy sprowadziła zawodnika bezpośrednio na Pomorze. Biegacz do dziś doskonale pamięta swoje regularne wizyty w Gdańsku. To właśnie tam odbywał niezwykle żmudne treningi i dzielił trudy codzienności, mieszkając w typowym studenckim akademiku tutejszej uczelni.
Gdańsk to dla niego jednak nie tylko miejsce wyczerpujących ćwiczeń fizycznych, ale też miasto, w którym na co dzień żyła rodzina jego trenera. Z tego powodu pobyty w Polsce miały dużo szerszy kontekst niż tylko czysto sportowy. Co ciekawe, ta historia wciąż żyje w murach uczelni, która skrupulatnie przechowuje pamiątki po legendarnym duecie, dając studentom szansę zobaczenia oryginalnych kolców lekkoatletycznych, w których biegał sam mistrz.
Wynik 1:41,11 na dystansie 800 metrów to jeden z tych spektakularnych momentów, które na stałe weszły do sportowego kanonu. Utrzymanie miana niepokonanego rekordu świata przez blisko trzynaście lat robi gigantyczne wrażenie. Gdy zawodnik wraca myślami do tamtego wyjątkowego biegu, na pierwszy plan natychmiast wysuwa się niezwykła atmosfera panująca na obiekcie.
Wydawało się, że wszyscy zgromadzeni na trybunach kibice podświadomie czuli, że za chwilę wydarzy się coś naprawdę magicznego. On sam miał pełną świadomość, jak trudne fizycznie będzie to wyzwanie, ale był perfekcyjnie przygotowany, by pobić dotychczasowe granice.
Bycie na absolutnym szczycie wiąże się zawsze z gigantyczną presją, bo nagle każdy ambitny zawodnik na bieżni chce cię pokonać. Zarówno wdrapanie się na sam szczyt, jak i późniejsze utrzymanie się na nim, kosztowało go mnóstwo utraconej energii. W jego indywidualnym podejściu krył się jednak mały haczyk.
Nigdy nie traktował przeciwników ze startu jako swoich największych wrogów. Prawdziwa rywalizacja toczyła się przede wszystkim w jego własnej głowie, ponieważ zawsze starał się być po prostu lepszym biegaczem niż był wczoraj. Wszystkie ciężkie cykle treningowe, powroty po chorobach czy nowe rekordy życiowe mierzył wyłącznie względem samego siebie.
Obecne realia biegu na 800 metrów mocno różnią się od czasów, w których z sukcesami startował dawny mistrz. Dziś mężczyźni pokonują ten wycieńczający dystans w niezwykle imponującym tempie, a wielu z nich bez problemu potrafi schodzić poniżej magicznej bariery 1:43,00.
Gigantyczną rolę odgrywa tutaj nowoczesna technologia. Biegacze używają innowacyjnych butów wyposażonych w specjalne płytki z włókna węglowego i bardzo zaawansowane pianki. Na stadionach regularnie pomaga im też system Wavelight, nadający idealne tempo świetlnymi punktami. Mimo tego całego postępu były rekordzista przyznaje, że obecnie to wcale nie zmagania panów przyciągają jego największą uwagę. Uważa za to, że współczesne kobiety całkowicie skradły dzisiejsze widowisko.
Zakończenie w pełni profesjonalnej kariery wcale nie oznaczało dla niego całkowitego rozstania z ukochanym sportem. Były zawodnik wciąż aktywnie działa w tej mocno konkurencyjnej branży, pracując na stanowisku menedżera do spraw marketingu sportowego w segmencie biegowym popularnej marki Puma.
Jego wieloletnie i bogate doświadczenie na szczęście nie leży odłogiem. Chętnie dzieli się zgromadzoną wiedzą, zajmując się mentoringiem sportowców sponsorowanych przez markę. Dodatkowo sam sporadycznie wchodzi w rolę szkoleniowca, prowadząc i wspierając obecnie dwóch młodych zawodników ze swojego dawnego klubu.
Gdyby dzisiejszy Wilson Kipketer mógł nagle cofnąć się w czasie i spotkać piętnastoletniego chłopaka z samych początków swojej sportowej drogi, dałby mu zaledwie trzy konkretne rady. Kazałby mu po prostu być sobą i dokonywać trafnych życiowych wyborów. Przypomniałby też, jak ważne jest właściwe postępowanie, budowanie zaufania i pokazywanie szczerego zaangażowania. Na sam koniec dodałby, aby zawsze w życiu dawać z siebie maksimum swoich aktualnych możliwości.
Mimo pełnej świadomości tego, jak mordercza i wymagająca była to droga, sportowiec absolutnie nie ma zamiaru niczego w niej zmieniać. Uważa, że w sportowym życiu najważniejsza jest autentyczność, a gdyby miał przejść przez to wszystko jeszcze raz, podjąłby dokładnie takie same decyzje.


